Specjaliści
Certyfikaty energetyczne - totalna porażka?
Powolne i bolesne dostosowanie prawa polskiego do przepisów Unii Europejskiej poskutkowało zmianami w Prawie Budowlanym i od początku 2009 roku pojawiły się „obowiązkowe” świadectwa charakterystyki energetycznej budynków. Obowiązkowe tylko dla niektórych. Zamierzeniem dyrektywy unijnej było sklasyfikowanie budynków według ich energochłonności. Efektem miało być pokazanie nabywcom i użytkownikom budynków wielkości strat energii jakie powstają w trakcie eksploatacji ich obiektów oraz zmuszenie projektantów i inwestorów do tworzenia projektów w dużo większym stopniu szanujących energię. W dłuższym okresie czasu skutkowałoby to obniżeniem zużycia pierwotnych źródeł energii, a więc zyski w kieszeni i w środowisku. Dlaczego więc tak się nie dzieje?
Jak zwykle ktoś coś zrozumiał, ale nie do końca, ktoś coś napisał, a Wysoki Sejm to uchwalił. Efektem jest świadectwo energetyczne obowiązujące praktycznie tylko w przypadku oddawania budynku do użytkowania. W 90% są to indywidualni inwestorzy, którzy przez ciężką pracę i lata wyrzeczeń doprowadzili do końca budowę własnego domu. Obowiązek przedstawienia świadectwa traktują jak jeszcze jeden podatek utrudniający i tak skomplikowaną biurokrację procesu budowlanego. W swojej praktyce audytorskiej spotykam się zawsze z pytaniem - ale po co mi to świadectwo?
Tymczasem na rynku wtórnym kwitnie handel domami i mieszkaniami z lat 50-tych, 60-tych i 70-tych, których stan techniczny i energochłonność kwalifikuje je raczej do rychłej rozbiórki niż 30-letniej eksploatacji (średnia długość kredytu). Nabywcy, którzy nie są przecież specjalistami budowlanymi wpuszczani są w przysłowiowe maliny. Dlaczego sprzedających nieruchomość nie obowiązuje certyfikat energetyczny? Jedynym wytłumaczeniem jest opór bardzo silnego lobby notariuszy, którzy nie chcą wziąć na siebie dopilnowania tego oczywistego obowiązku. Ministerstwo Infrastruktury tłumaczy się niedostateczną ilością wykwalifikowanych certyfikatorów, co jest nieprawdą. Prasa, internet są pełne ogłoszeń chętnych do wykonania świadectwa. Uprawnionych do wystawiania świadectw jest co najmniej kilkadziesiąt tysięcy projektantów, a najlepszym dowodem na to jest cena certyfikacji, która spadła już do poziomu absurdu. Pozostaje tylko liczyć naiwnie na rychłe zmiany w Prawie Budowlanym i rozporządzenia wymuszające certyfikaty na sprzedających nieruchomości. Niewątpliwie pobudziłoby to działania termomodernizacyjne w budynkach starszych, co jest przedmiotem audytu energetycznego.
Audytor energetyczny - Krzysztof Stachura

